«До уваги особового складу: завтра переїзд!»
Озвучено за допомогою ШІ (Google Cloud).
Текст перекладу
„Uwaga, personel: jutro ruszamy!”
— Och, po coście się tak dobrze okopali? W tym tempie do końca tygodnia będziemy się stąd wynosić — mówię do towarzysza broni i tym zdaniem otwieram portal do świata oficjalnych opowieści o wojskowych przenosinach. — Ooooch, wiesz, mieliśmy taką absurdalną sytuację: ledwo zdążyliśmy wykopać latrynę, a następnego dnia już rozkaz o wymarszu. Dopóki chodzimy w krzaki, wszystko jest w porządku. A raz to nawet nie zdążyliśmy zacząć kopać dołu, gdy przyjechała ekipa.
Podczas służby zmieniłam cztery obwody, około tuzina miast i wsi. Za każdym razem, gdy pakuję rzeczy, obiecuję sobie, że nigdy więcej nie będę się urządzać w nowym miejscu. Że nie kupię tam naczyń, dywaników ani ręczników. Przeklinam się za stertę słoiczków i flakoników w kosmetyczce, ganię za zbieranie odłamków i łusek. Szybkie pakowanie całego swojego dobytku to umiejętność nabyta właśnie podczas służby. Ale chciałabym mieć inny talent — nie przywiązywać się do miejsc.
— Ta stacja benzynowa w Konstasze (Konstantynówce, obwód doniecki) już nie działa, a dziennikarze wjeżdżają do miasta tylko w kamizelkach kuloodpornych — mówi fixer jednej z zagranicznych redakcji, a w mojej duszy pęka kolejna struna.
„Konstacha” to droga na pozycje pod Bachmutem. To miasto, w którym po raz pierwszy zobaczyłam nad swoją głową rosyjski myśliwiec. A „za Konstachą” to miejsca, gdzie spędziło się godziny na obserwacji walk ze stanowisk dowodzenia, wypiło litry kawy, usłyszało tysiące eksplozji. W nocy horyzont „za Konstachą” to wstęga błysków z pojedynków artyleryjskich. To pójście za potrzebą ze świadomością, że jest się w polu widzenia rosyjskiego zwiadu lotniczego, i myśli o komizmie śmierci. To znajomości z ludźmi, o których będziesz opowiadać przez całe życie, których później odwiedzasz w szpitalu, których wspominasz w modlitwach za spokój ich dusz, wymieniając ich pseudonimy. „Konstacha” to starsza pani, którą podejrzewasz o separatyzm, a jej po prostu nie podoba się, że zrobiliśmy sobie sesję zdjęciową w jej bzach.
Z każdą miejscowością wiążą się inne wspomnienia, ale wszystkie są ciepłe. Czasami miejsca i ludzie wyłaniają się z najgłębszych zakamarków pamięci. Oto twarz sprzedawczyni w wiejskim sklepie, która zawsze ostrzegała przed nieświeżym towarem. Oto ścieżki w sosnowym lesie, gdzie w ciągu jednego dnia nałapałam kleszczy. Kawiarnia z najlepszą kawą w mieście — tylko dlatego, że jedyna.
Więc gdy tylko się przyzwyczaisz, znajdziesz fryzjera, wymyślisz imiona dla wszystkich miejscowych psów, przekonasz siebie, że to miejsce jest jak twój dom i — nie daj Boże — wykopiesz latrynę, czas pakować kufer, pudła i paczki. I wszystko zaczyna się od nowa. Rozpakowywanie rzeczy, obiecywanie sobie, że nic tu nie kupisz, że nie będziesz zbierać łusek, poznawanie lokalnej infrastruktury i przyrody.
Jednak teraz, kiedy słyszysz „Charkowszczyzna” — myślisz o konkretnych ludziach i konkretnych miastach. Kiedy mówią: „Co właściwie zostało z tego Donbasu?”... Nie wytrzymujesz i rzucasz: „Konstacha, Drużkiwka, Kramatorsk, Słowiańsk...!”. I każdy taki region, który przyszło ci odwiedzić na służbie, staje się twój.
— Ох, а нащо ж ви так добре окопалися? Ми такими темпами до кінця тижня звідси переїдемо, — кажу товаришу по службі та відкриваю цією фразою портал у світ офігітєльних історій про армійські переїзди.
— Ооооо, ти знаєш, у нас була така фігня: тільки викопаємо туалет, на наступний день переїздимо. От поки ходимо по кущах — все нормально. А одного разу навіть докопати не встигли, як прийшла команда переміщатись.

За час служби я змінила чотири області, близько десятка міст та сіл. Щоразу, збираючи речі, я обіцяю собі більше не обживатися на новому місці. Не купляти туди посуд, килимки й рушнички. Проклинаю себе за купу баночок і скляночок у косметичці, лаю за збирання уламків та гільз. Швидко запакувати все своє майно — навичка, набута саме під час служби. Та я б хотіла мати інший талант — не прив’язуватись до місць.
— Так та заправка у Констасі (м. Костянтинівка, Донецька обл.) більше не працює, а журналісти в місто тільки в броніках заїжджають, — каже фіксер одного іноземного ЗМІ, а у мене в душі обривається якась чергова струна.
«Констаха» — це дорога на позиції під Бахмут. Це місто, де я вперше побачила у себе над головою російський винищувач. А «за Констахой» — місця, де проведено години спостереження за боями на командних пунктах, випито літри кави, почуто тисячі вибухів. Уночі горизонт «за Констахой» — це стрічка зі спалахів від артилерійських дуелей. Це ходити в туалет, знаючи, що ти у полі зору російського аеророзвідника, й думки про комічність смерті. Це про знайомства з людьми, про яких розповідатимеш усе життя, яких потім ти навідуєш у лікарні, яких згадуєш молитві «за упокій» за позивним. «Констаха» — це бабуся, яку підозрюєш у сепаратизмі, а їй просто не подобається, що ми влаштували фотосесію в її бузку.

Про кожен населений пункт різні спогади, та всі теплі. З-поза корків пам’яті інколи випливають місця та люди. Ось обличчя продавчині в сільському магазинчику, яка завжди попереджала про несвіжий товар. Ось стежки соснового лісу, де за день я нахапалася кліщів. Кав’ярня з найкращою кавою у містечку. Бо вона там єдина.
Так ось, щойно ти звикаєш до якогось місця, знаходиш перукаря, вигадав клички усім місцевим собакам, коли вмовив себе, що це місце схоже на твій дім і, боронь Боже, викопав туалет — пакуй баул, коробки та пакети.
І все починається спочатку. Розкладання речей, обіцянка нічого не купляти сюди, не таскати гільзи, вивчення місцевої інфраструктури та фауни. Проте тепер, коли чуєш «Харківщина» — це про конкретних людей та конкретні міста. Коли кажуть: «Та що там того Донбасу залишилось?»… Зриваєшся: «Констаха, Дружківка, Краматорськ, Слов’янськ…!» І кожен такий регіон, в якому довелося бувати по службі — рідний.
Читайте інші публікації Руслани Богдан на MediaPort



